OPOWIADACZE – Być sobą na pełny etat

    („i żeby świat nie zmienił nas”)

jihad

Ten blog będzie wędrowaniem za/pytaniem: Kim oni są? – współcześni opowiadacze, i co się kryje za wyborem tej niecodziennej (choć starej jak świat) ścieżki pasji/przygody/pracy, jakim jest uprawianie sztuki snucia opowieści. I co to za sztuka, która nie ma swoich szkół, instytutów i akademii, certyfikatów i dyplomów? (przynajmniej u nas, bo na przykład we Francji opowiadacze mogą pochwalić się swoim Centre de Littérature Orale w Vendôme). Zanim wyjdę im naprzeciw, spotkam się, porozmawiam i wymienię opowieściami przy filiżance herbaty, wysnuję siedem refleksji/hipotez, odłożonych w szufladkach wyobraźni w trakcie mojej dotychczasowej przygody z opowiadaniem.

RefleksJA PIERWSZA: 

Opowiadacze NIE MIESZCZĄ SIĘ W MIEŚCIE

Uprawianie profesji, która nie ma utartej ścieżki kariery może oznaczać niechęć lub też niezdolność do przyjmowania reguł gry obowiązujących w świecie zinstytucjonalizowanej sztuki czy innych powszechnie uznanych kierunków zawodowego rozwoju. Podporządkowanie się „pracy na etat” zazwyczaj oznacza konieczność funkcjonowania w czasie i przestrzeni, wymuszających zawieszanie części osobistych pasji, które zostają oddzielone od życia zawodowego i przeniesione w sferę prywatną. Tymczasem opowiadacz szukający swojego miejsca poza systemem, może wyruszyć w drogę z całym bagażem swoich zainteresowań, by je  swobodnie rozwijać w świecie sztuki opowiadania. Jak to działa? Podam przykład z własnego doświadczenia…

W dzieciństwie marzyłem o tym, by zostać komentatorem sportowym. Fascynowała mnie magiczna aura, jaka otaczała głosy dostojnego Bohdana Tomaszewskiego czy ludycznego Jana Ciszewskiego relacjonujących wielkie mecze i zawody. Wciąż dźwięczą mi zapisane na taśmach pamięci ich głosy: „Proszę państwa, Smolarek sam na sam!”, „Proszę państwa i co ja mam państwu powiedzieć?!”, „Malinowski pierwszy, ma osiem, dziesięć, piętnaście metrów przewagi…”.  Zaraz po studiach próbowałem zrealizować ten cel podążając „tradycyjną” zawodową ścieżką – przez kilka lat pracowałem jako dziennikarz sportowy. Tam jednak magia sportu szybko gdzieś uleciała, w wolnych chwilach marzyłem o wszystkim, byle nie o oglądaniu meczów…

Dziś w roli opowiadacza mam w repertuarze „Opowieści futbolowe”, w których wykorzystuję technikę komentarza sportowego, ożywiając znów legendarne mecze i niezapomniane akcje. Zawsze z zafascynowaniem i wielką radością obserwuje jak słuchacze – dorośli i dzieci wołają zjednoczeni razem ze mną: GOOOOOOOOOL! – tak jak przed laty kibice słuchający w kręgu transmisji radiowych. To dla mnie jedna z najprzyjemniejszych chwil zawodu opowiadacza – spełnienie marzenia z dzieciństwa, w niespodziewany, zaskakujący sposób…

Opowiadacze pragną „być sobą na pełny etat”. Można powiedzieć: jeżeli interesujesz się innymi kulturami, uwielbiasz podróże (i te przeżyte na własnej skórze i te odbyte na skrzydłach literatury), jeśli interesuje cię historia własnego miasta i przodków albo snucie wizji futurystycznej przyszłości, albo jeśli pasjonuje cię fizyka kwantowa, sztuka kulinarna a może życie zwierząt i roślin – zbuduj wokół swojej pasji opowieść i podziel się nią z innymi, a wtedy może się okazać, że otworzy się przed tobą niespodziewana ścieżka, na której będziesz się stawał opowiadaczem – tym który opowiada „swoją” historię, choć niekoniecznie wprost o samym sobie.

Taki autentyzm nie jest jedynie postulatem, ale wymogiem samej formy opowiadania. Opowiadacze z różnych stron świata, czy to śpiewak eposów Rysbai Isakov z Kirgizji czy nestor  francuskiego kręgu opowiadaczy Bruno de La Salle zgodnie powtarzają, że aby dobrze opowiadać historię, trzeba ja widzieć. Ażeby ją dobrze widzieć, musi być ona dla opowiadacza bliska i ważna, musi on mieć silną, osobistą motywację do dzielenia się nią z innymi. Wtedy niejako historia „opowiada się sama” a jej energia kieruje doborem właściwych środków ekspresji – sposobów posługiwania się ciałem i głosem (właśnie dlatego zawodowi aktorzy często nie potrafią dobrze opowiadać, gdyż paradoksalnie przeszkadza im ich warsztat, przez który muszą przepuścić opowieść, tracąc jej energię).

Aby zostać opowiadaczem, trzeba spełnić warunek, który jest mottem Jihada Darwisha – opowiadacza pochodzącego z Libanu (na zdjęciu powyżej),  z którym spotkanie było jedną z najważniejszych inspiracji dla „Grupy Studnia O”. :

„Jeśli możesz bez tego żyć, to nie rób tego!”

Przyjęcie roli opowiadacza oznacza „bycie miłośnikiem”, a te określenie prowadzi nas do pierwotnego znaczenia słowa AMATOR (czyli ten, który „amo” – kocha, “czyniący sercem”, “miłośnik”).

RefleksJA DRUGA:

Opowiadacze są ARTYSTAMATORAMI

Słowo „amator” wywołuje dziś w najlepszym wypadku uśmiech sympatii podszytej pobłażaniem. Współczesny świat, opętany kultem profesjonalizmu – nieustannej pogoni za doskonałością, naznacza status amatorskiego działania piętnem niedojrzałości, słabości i niedorozwoju. Amator oznacza też więc tego, który nie ma pieniędzy, gdyż jego praca z definicji nie zasługuje na wynagrodzenie.

Krzysztof Czyżewski, założyciel i dyrektor Ośrodka „Pogranicze – sztuk, kultur, narodów” w Sejnach ponad dekadę temu napisał głośny w środowisku animatorów kultury tekst „Ethos amatora”, w którym możemy przeczytać:

Otóż amator widzi wielki wyścig, widzi ludzi w napięciu i niecierpliwości wspinających się na kolejne progi umiejętności, technicznie coraz sprawniejszych, wycieńczonych rywalizacją i ambicjami, nie nasyconych nagrodami, pobierających na boku chytre porady co do reguł dalszej gry. Im więcej sił ich to kosztuje, im szybciej pędzi ta machina, z tym większą niechęcią i wyższością patrzą na tych, co w wyścigu nie biorą udziału, dwa tylko wytłumaczenia tego faktu dopuszczając: albo im się nie chce, albo nie potrafią. Tymczasem amator ma wątpliwości. Czuje, że jest coś drogiego, do czego chciałby dotrzeć. ale nie nazywa tego mistrzostwem. Nie ma też zaufania do wektora tak rozumianej pracy, który jako jedyny i bezbłędny mógłby go do upragnionego miejsca doprowadzić(…).

http://www.slot.art.pl/images/2013/wyklady/etos_amatora_slot_teksty.pdf

Uczestnicząc w spotkaniu z opowiadaczem, na przykład Matsem Rehmanem ze Szwecji, można by łatwo przyczepić mu łatkę „amatora”. Oto na pozbawioną scenicznej rampy i scenografii przestrzeń wstępuje facet w okularkach, w stroju kojarzącym się z biurowym urzędnikiem i zaczyna gadać. Stoi i gada. Gada bez przerwy przez godzinę. Nie tańczy, nie śpiewa, nie wyciąga z kieszeni rekwizytów. Czasem macha rękami. Gdyby sprowadzić tę scenę do pozbawionego ścieżki dźwiękowej obrazu wyszłaby…nuda, koszmarna nuda. A jednak słuchacze są zaczarowani, ogarnięci, uwiedzeni przez opowiadaną przez Matsa historię…

Mats Rehman , Jihad Darwiche, Jane Blake, Dan Yashinsky, Nicolas Buenaventura i… można by jeszcze długo wymieniać… są bez wątpienia mistrzami sztuki opowiadania, działającymi w niszowym, choć obejmującym niemal cały świat kręgu opowiadaczy. Na czym polega najwyższy stopień wtajemniczenia w tej profesji? To temat na snucie długiej opowieści, bez oczywistej pointy, ale słuchając mistrzów czuje się, że są oni wolni od konieczności zakładania maski (Gombrowicz by powiedział – pupy) artysty doskonałego  i właśnie ta wolność jest jednym ze źródeł ich siły.

RefleksJA TRZECIA:

Opowiadacze PLOTĄ I SPLATAJĄ

Bezkompromisowe wędrowanie ścieżkami swoich pasji może prowadzić w pułapkę introwertycznego indywidualizmu, wiodącą na manowce dziwactw i społecznych fobii. Opowiadacz szybko zdaje sobie sprawę, że musi sam sobie stworzyć własny „krąg opowieści”, obejmujący zarówno środowisko słuchaczy, jak i przyjazne przestrzenie. W poszukiwaniach pomagają mu jego lekkość i mobilność (wolność od bagażu sprzętu, rekwizytów i wymogów technicznych). Na swojej drodze opowiadacze przekonują się, że opowiadanie to coś więcej niż sama historia – to działanie i żywa obecność wśród ludzi, to także wszystko to, co się dzieje przed i po zakończeniu snucia opowieści. To kontekst i ukryta opowieść miejsca. Zaczyna rozumieć, że równie ważne jak jego własne są historie, są opowieści z którymi przychodzą słuchacze, i nie chodzi przy tym o to, by wieczór opowieści przemieniał się zawsze w ich wymianę (jak czasem się zdarza). Najważniejsze jest to, by opowiadana historia spotkała się i splotła  z ukrytymi historiami, które noszą w sobie wszyscy (co jest ideałem) słuchacze. Opowiadanie jest właśnie takim niewypowiedzianym, ukrytym dialogiem i splataniem opowieści, których ukryte sedno i zdolność do poruszania wrażliwości innych jest zawsze ważniejsze od samej formy prezentacji.

Gdy uda się osiągnąć poziom intensywnego po/rozumienia opowiadacza ze słuchaczami, z tego miejsca jest już tylko jeden krok do zbudowania wspólnej opowieści i podjęcia próby wdrożenia jej w życie, czyli inaczej mówiąc, realizacji scenariusza działania w przestrzeni społecznej. Tu rola opowiadacza spotyka się z polem działania ANIMATORA KULTURY. Opowiadacze często wcielają się w rolę animatorów kultury (pojęcie animacji kultury, jak i sztuki opowiadania nie dają się zamykać w szufladce oczywistej definicji). Także większość animatorów kultury wydaje się być nieświadomymi opowiadaczami, bo przecież każde społeczne działanie jest „opowieścią”, która najpierw powstaje w sercach i głowach animatorów, którą trzeba wy/opowiedzieć a potem często przełożyć na język projektowy na potrzeby konkursów grantowych i dalej na działanie wśród ludzi…

Opowiadacze, inicjując autorskie pomysły animacyjne także wchodzą na ścieżkę przekładu swoich „opowieści” na projektową nowomowę. W tym miejscu przyjmują reguły gry „miasta – instytucji”, ale za tę cenę zyskują możliwość oryginalnego, autorskiego działania, wpisania opowieści w życie – spełnienia odwiecznego, cyklicznie powracającego, marzenia literatury i sztuki.

 RefleksJA CZWARTA:

                                Opowiadaczom służy radą HODŻA NASREDDIN

Uprawianie „gry w projekty” grozi jednak „zatruciem” studni opowieści wszechogarniającą nowomową projektową, która niepostrzeżenie wkrada się także w sposoby myślenia i postrzegania rzeczywistości. W obronie przez tym sojusznikiem opowiadacza jest nieoceniony Hodża Nassredin…

W 2014 roku podjąłem się roli opowiadacza-niekoferansjera na warszawskim „NieKongresie Animatorów Kultury”. Jednym z wątków obrad był temat języka opowiadania o animacji kultury, a samo wydarzenia miało wyłamywać się ze sztywnej formuły kongresowych wystąpień. O samego początku było dla mnie oczywiste, że nie mogę na NieKongresie wystąpić wprost w „swojej skórze” – opowiadacza. Potrzebowałem dystansu (wobec samego siebie i sytuacji NieKongresu). Potrzebowałem postaci, za pośrednictwem której będę mógł zadawać pytania i udzielać prowokujących, przewrotnych, skłaniających do myślenia odpowiedzi, przyprawionych szczyptą humoru. Wybór okazał się oczywisty, choć poprzedzony długim namysłem – z pomocą pospieszył mi Hodża Nasreddin!

Postać Hodży pasowała do tej sytuacji z kilku powodów:
– Hodża – legendarny bohater niezliczonych legend i opowieści przynależy do kręgu kultury Bliskiego Wschodu – jest z „innej” bajki – co stanowiło pożądany kontrast do sytuacji i języka NieKongresu;
– Hodża jest mądrym głupcem czy też głupim mędrcem, bohaterem i antybohaterem i ta jego dwoista tożsamość wydawała mi w jakiś sposób odpowiadać figurze animatora, z jednej strony wywodzącego się z akademickich kręgów naukowca-badacza, z drugiej nierozumianego „szaleńca w akcji”;
– Hodża jest przedstawicielem zarówno kultury ludowej, z jej bogactwem zdroworozsądkowej mądrości i głosem krytyki społecznej, jak i postacią przynależną do świata kultury „wyższej”, źródłem niezliczonych inspiracji literackich, herosem kultury (1996 rok został ogłoszony przez UNESCO rokiem Hodży Nasreddina) – co też w jakiś sposób odpowiada sytuacji animatora  we współczesnych realiach.
– Hodża jest bohaterem niezliczonych przypowieści, humorystycznych i filozoficznych, które przywoływałem w myślach, zestawiając z pojęciami z kręgu animacji kultury. Wystarczyło wziąć wybrane słowo ze słownika nowomowy projektowej i zderzyć je ze sposobem myślenia i działania Hodży, by powstała „nitka napięcia”, z której zaczęły rozwijać się opowieści. Posłuchajcie jednej z nich:

Hodża lokalnym liderem

Pewnego dnia Hodża wygrzewał się na słońcu przed domem, gdy podszedł do niego nieznajomy, elegancko ubrany mężczyzna:
– Witaj mistrzu! Jestem przedstawicielem grantodawcy i chciałbym zaprosić cię do udziału w programie szkolenia lokalnych liderów. Czy byłbyś tym zainteresowany?
– Ale po co? –odpowiedział pytaniem Hodża.
– Zaraz ci wyjaśnię! Mieszkańcy twojej wioski należą do grupy defaworyzowanej, pozbawionej dobrodziejstwa dostępu do instytucji kultury. Ty jako sławny gawędziarz dzięki nam nabędziesz kompetencję lokalnego lidera, to znaczy nauczymy cię procedur pisania wniosków grantowych, dzięki czemu będziesz mógł zdobyć środki na realizację znaczących przedsięwzięć kulturalnych, na przykład będziesz mógł wybudować tutaj kino, teatr albo nawet operę!
– Ale po co? – pytał dalej Hodża.
– Dzięki tobie ludzie zyskają szeroki dostęp do kultury!
– Ale po co? U nas ludzie dobrze sobie radzą z tym sami – ja opowiadam, sąsiad lepi garnki, sąsiadka piecze pyszne ciasto. Każdy ma swoją kulturę i wymienia się nią z innymi.
– No ale jak zbudujesz swój teatr, zostaniesz jego dyrektorem!
– Ale po co?
– No będziesz miał swoich pracowników, którzy będą realizować twoje pomysły! Będziesz miał sprzęt, materiały, zaplecze techniczne, całą infrastrukturę…
– Ale po co?
– Nie rozumiesz? Im większa instytucja, tym większe pieniądze! Będziesz coraz więcej zarabiał. Będziesz bogaty!
– Ale po co?
– Na przykład, żebyś sobie mógł wypoczywać!
– Ale przecież ja właśnie to robię, a ty mi przeszkadzasz! – odpowiedział Hodża.

 RefleksJA PIĄTA:

MEDIUM WSPÓŁCZESNEJ INTERAKCJI

Jednak to właśnie miasto-instytucja, poza której granicami pragnęli się znaleźć opowiadacze na początku swoich wędrówki w poszukiwaniu kręgu opowieści, udzieliło im wparcia (czego świadectwem jest na przykład fakt, że tekst ten powstaje w ramach stypendium MKiDN). Okazało się, że w jego granicach mają oni wielu życzliwych sojuszników, którzy pojawili się wraz z przemianą i rozwojem demokracji po 89 roku. Wtedy to muzea, biblioteki, domy kultury, galerie sztuki zaczęły przekształcać się w miejsca prowadzące aktywną, żywą działalność kulturalną, edukacyjną i społeczną. Za jeden z przykładów takich przemian może posłużyć fenomen „nocy muzeów” (swoją drogą prekursorami nocnych zdarzeń kulturalnych są opowiadacze, organizujący już od 10 lat noce opowieści w mieście). Ze względu na swoją logistyczną mobilność i umiejętności budowania narracyjnych pomostów pomiędzy różnymi dziedzinami i mediami kultury i sztuki opowiadacze zaczęli być coraz chętniej zapraszani przez instytucje kultury (w Warszawie opowiadacze pojawiają się stale w takich szacownych miejscach jak Państwowe Muzeum Etnograficzne, Muzeum Historii Żydów Polskich, Zamek Królewski czy Pałac w Wilanowie). Z roku na rok rośnie zapotrzebowanie na warsztaty opowiadania, nie tylko dla dzieci młodzieży, ale i dla muzealników, bibliotekarzy, animatorów kultury. Coraz więcej osób  zaczyna postrzegać sztukę opowiadania jako dziedzinę odpowiadającą wymogom współczesności, w której słowo nie jest traktowane jedynie jako narzędzie przekazywania i „utrwalania” tradycji, lecz staje się medium dynamicznej współczesnej interakcji.

 RefleksJA SZÓSTA:

Opowiadacze są POSZUKIWACZAMI PAMIĘCI

Rodzinny dom – opowieści rodziców czy dziadków nie były źródłem inspiracji dla żadnego ze znanych mi polskich opowiadaczy. Punktem wyjścia nie było też dla nich zamiłowanie do kultury tradycyjnej i nawiązywanie do postaci ludowego gawędziarza. Opowiadacze odkryli na nowo tę prastarą tradycję, traktując ją jako pojemną formułę umożliwiającą wyrażanie siebie i własnej pasji w intensywnej, możliwie bezpośredniej relacji z ludźmi. Jednak każdy z nich prędzej czy później zadaje sobie pytanie: „gdzie są moje korzenie” i sięga po prastare eposy, mity, legendy, poszukując swojego mitycznego przodka, którym może być Homer, średniowieczny minstrel, wędrowny lirnik, afrykańki griot…

Odnajdując ścieżki tradycji w sobie, opowiadacze są wiarygodnymi przewodnikami wprowadzającymi na nie innych, właśnie dlatego, że nie robią tego z perspektywy znawców i specjalistów, ale zadających pytania twórczych poszukiwaczy.

 RefleksJA SIÓDMA:

OPOWIEŚĆ JIHADA DARWISHA

Pewnego razu na miejskim rynku pojawił się wędrowny opowiadacz. Gdy zachodziło słońce, pod jednym z drzew zaczął snuć swoje historie. Za pierwszym razem słuchało go tylko dwóch miejscowych. Następnego dnia było ich już dziecięciu, kolejnego ponad dwudziestu, kolejnego czterdziestu… I tak każdego dnia rosła liczba słuchaczy, którzy przekazywali sobie z ust do ust wieść o opowiadaczu. Aż wreszcie rynek wypełnił się po brzegi tłumem spragnionym jego słów, a po zakończeniu opowieści, nie było końca wiwatom na jego cześć. Jednak właśnie od tego dnia słuchaczy zaczęło stopniowo ubywać. Następnego dnia przyszło ich stu, potem pięćdziesięciu, dwudziestu, dziesięciu. I wreszcie przyszedł dzień, w którym nikt już nie słuchał  opowiadacza. On jednak jak gdyby nigdy nic opowiadał dalej swoje historie. Pewnego razu zdziwiło to bawiącego się na rynku chłopca. Podszedł on do opowiadacza i zapytał:
– Dlaczego dalej opowiadacz? Przecież nikt cię nie słucha?
– Na początku opowiadałem, żeby zmienić świat, a teraz opowiadam, żeby świat nie zmienił mnie – usłyszał w odpowiedzi.

 

 

Wpis w kategorii Opowiadacze. Link bezpośredni.

2 odpowiedzi na OPOWIADACZE – Być sobą na pełny etat

  1. Kasia napisał(a):

    Ciekawe dla osób zainteresowanych i zaznajomionych z tematem. Ale ktoś, kto zajrzy tu przypadkiem raczej uzna, że za dużo tekstu, żeby brać się za czytanie…

    • admin napisał(a):

      Blog jest skierowany zarówno dla osób zainteresowanych zawodowo sztuką opowiadania, jak i dla tych, którzy chcieliby, na przykład, przeczytać i posłuchać ciekawych historii. Będą tu się pojawiać zarówno teksty „specjalistyczne”, jak i ciekawe (jak mam nadzieję) materiały dla miłośników dobrych opowieści (a chyba większość z nas je lubi).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>